Szukam spokoju
Szukam ciszy na tej ziemi
Na polnych drogach
Po ścieżkach w lesie
Szukam miejsc
Gdzie nawet echo
Głosu nie doniesie
Szukam…
W dzień i w nocy
Z całych sił i mocy
A znajduję niepokój i lęk
A w głowie zamęt i brzęk
Szukam…
Ale i w najgłębszej głuszy
Nie ma pokoju
Dla rozdartej duszy.
Szukam
Samotna sosna
Miałem swoje dzieciństwo…
Chatka, strumyk i górka,
Taki był widok codzienny
Z mojego podwórka
A na górce sosna samotna
Wyrosła dziwnie jak grusza
Ogrzewało ją słońce
Wiatr chłodził i gałęzie poruszał.
Często siedziałem na jej konarach
Patrzyłem na tę dziwną figurę
I myślałem…
Co ją przyniosło na tę górę?
Uciekła z lasu?
Pragnienie samotności?
A może to los
Pozbawił ją przywileju i radości
Wyrosnąć w borze
I posadził na tym pustym ugorze.
W borze miałaby wysoką postać
I aby w tyle nie zostać
Ciągnęłaby w górę, wciąż – bez końca
By wierzch swój skierować do słońca
A tu samotna…
Takich ambicji nie miała
Otoczona slońcem
Rosła powoli i drzemała.
Samotność wbrew własnej woli
Jest uciążliwa i boli
Czy drzewa coś czują?
Moja sosna była radosna.
Miała szerokie pierzaste gałęzie
Leżałem na nich jak na hamaku
Także szyszki jak główki maku
Otoczone igliwiem o cierpkim smaku.
Tak sobie rosła samotna sosna
Czy wiedziała
Któraż to w życiu jej wiosna?
Zapewne stara, niejedno już widziała
I nie zawsze było tak – jak by chciała.